W celu redukcji emisji szkodliwych spalin w autach stosuje się urządzenia służące do oceny zanieczyszczeń. Są to tak zwane analizatory spalin – w pełni zautomatyzowane urządzenia wyposażone w dwa mikroporcesowe badajace zarówno skład spalin jak i procentowe stężenie konkretnych związków. Dzięki wprowadzonym do systemu danym z wytyczonymi dopuszczalnymi normami otrzymujemy precyzyjne informacje na temat składu spalin. Jednak okazało się, że sterowane elektroniczne systemy kontrolujące skład spalin są bardzo podatne ma manipulację i oszustwa. Wystarczy jedynie wpisać odpowiedni algorytm i oprogramowanie będzie fałszowało wyniki. Przekonali się o tym w ubiegłym roku użytkownicy aut koncernu Volkswagen.

a

Mowa tu oczywiście o głośnej ostatnimi czasy Dieselgate, potocznie zwanej Aferą Volkswagena. W 2015 roku ujawniono proceder montowania w samochodach koncernu oprogramowania umożliwiającego manipulację wynikami testów na emisję szkodliwych spalin. Instalacja oprogramowania związana była z wprowadzeniem przez Volkswagen do użytku silników Diesla z turbodoładowaniem i wtryskiem paliwa typu common rail. System zakładał wtryskiwanie paliwa o wyższym ciśnieniu, dzięki czemu cały proces zaopatrywania silnika w olej napędowy był zdecydowanie lepszy, podnosząc tym samym efektywność silnika i redukując zapotrzebowanie na paliwo. Producenci byli także zdania, że common rail jest w większym stopniu w stanie kontrolować szkodliwe gazy z rury wydechowej. Jednak okazało się, że nowy system wtryskiwania paliwa powodował emisję spalin 40 krotnie przekraczającą normy. Zainstalowano więc oprogramowanie, które wykrywszy podłączenie do urządzenia testowego przełączało system wtryskiwania paliwa z common rail na tradycyjny emitujący o wiele mniej zanieczyszczeń. Wyniki testów aut były więc zadowalające. Po zakończeniu testu, oprogramowanie uruchamiało ponownie common rail.

d

Sprawa wyszła na jaw 18 września 2015 roku dzięki amerykańskiej Agencji Ochrony Środowiska. Amerykanom udało bowiem obejść oprogramowanie i dokonać niezależnych pomiarów, które wykazały, że emisja szkodliwych związków jest ponad 40-krotnie wyższa niż dopuszczają to normy. Okazało się także, że system manipulujący danymi zainstalowano w ponad 11 milionach aut na całym świecie, takich marek jak między innymi Volkswagen, Volvo, Jeep, Audi i Skoda. Ogólnoświatowa afera spowodowała spadek notowań koncernu na giełdzie i sprawiła, że do dymisji podała się większość zarządu. Z pewnością spadnie także sprzedaż aut. Nikt nie chce bowiem być oszukiwany.

Warto zajrzeć również na: